Recenzja – “Bestiarium”

Halo, halo – Etnolodzy! :)

Skończył się semestr zimowy – dobiegł także końca Nasz projekt w ramach którego prezentowaliście swoje recenzje filmów, książek i wystaw. Dziękujemy bardzo wszystkim, którzy zdecydowali się przesłać swoją opinię, podzielić się wrażeniami. Oczywiście ciągle jesteśmy otwarci na Wasze propozycje – piszcie, nadsyłajcie recenzje i rekomendacje… :)

A tym czasem prezentujemy ostatni w cyklu odcinek – piętnasty! Zapraszamy do zapoznania się z recenzją książki:

„Bestiarium”, Tomasz Różycki, wyd. Znak, Kraków 2012

Recenzując tę książkę, muszę zacząć od zacytowania fragmentu:

„Przewracałem strony, a one wydawały dziwny szelest, jakby szumiał las. Na pozostałych kartach widziałem wyobrażenia mężczyzny z kaduceuszem, starca z klepsydrą na głowie i kosą w dłoniach, wysoką górę porośniętą kwiatami targanymi przez wiatr – siedzibę smoków i gryfów, kwitnący krzak róży ocieniony przez dąb, króla dzierżącego w ręku miecz i wydającego żołnierzom rozkaz zabicia dzieci, w których krwi potem kąpały się Księżyc i Słońce. To księga Abrahama Żyda, mruknął Wuj mój. Czasem według niej gotuję” („Bestiarium”, T. Różycki, str. 76).

Jakie wrażenia? Jesteście zszokowani, parsknęliście śmiechem, przestraszyliście się? No właśnie – na tym polega fenomen tej powieści – czytając początek zdania, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co spotka nas na końcu. Do tego brak wyraźnego podziału na dialogi, brak wyszczególnienia poszczególnych wypowiedzi. „Bestiarium” to powieść oniryczna i surrealistyczna (jak ją zresztą opisuje wydawca na okładce), powieść z pogranicza jawy i snu.

Jednakże nie jest to wcale fantastyka, jakby się mogło wydawać. Wczytując się, odkrywamy, jak wiele autentycznych zdarzeń i postaw prezentuje, jak bardzo trafnie opisuje nasz codzienny świat, obnaża wady i słabości. Nie pokuszę się w tym miejscu o przytaczanie choćby zarysu wydarzeń – nie chcę zburzyć wspomnianej już oniryczności. Wyjątkowo – polecam – choć nie nawiązuję bezpośrednio do treści. Niech każde kolejne zdanie będzie dla Was niespodzianką. Mam nadzieję, że wystarczającą zachętą do lektury będzie powyższy cytat.

Wczytajcie się. Po tej książce nic nie będzie już takie same.

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “Eksperyment”

Recenzje, odcinek czternasty! :) Sesja trwa – kolokwia, egzaminy, zaliczenia – to u progu lutego studencka codzienność ;) Warto zrobić sobie czasami przerwę i obejrzeć film… Zapraszamy!

“Eksperyment”, reż. Olivier Hirschbiegel (2010)

Najbardziej znanym przykładem metody eksperymentalnej jest standfordzki eksperyment więzienny z 1971 roku. Badanie to miało na celu sprawdzenie psychologicznych efektów symulacji życia więziennego. Wykonany został przez grupę psychologów z Uniwersytetu Standford pod przewodnictwem Philipa Zimbardo. Eksperyment polegał na odgrywaniu przez 14 dni ról więźniów oraz strażników przez grupę ochotników w jednym z pomieszczeń Wydziału Psychologii Standford University zaadoptowanym tak, aby wyglądem przypominało cele więzienne. Dopiero po 30 latach procedura badawcza eksperymentu więziennego doczekała się ekranizacji, której podjął się niemiecki reżyser Olivier Hirschbiegel. Akcja filmu rozgrywa się w 2000 roku w Niemczech. Zaczyna się w momencie zamieszczenia ogłoszenia w gazecie na temat eksperymentu. Ten, kto wytrzyma 14 dni odgrywając rolę więźnia bądź strażnika, otrzyma 4000 marek. Osoby zostają wyłonione na podstawie przeprowadzonych z nimi rozmów. Wybrani ochotnicy stający się więźniami, otrzymują długą białą koszulę z numerem identyfikacyjnym. Mężczyźni odgrywający role strażników zostają wyposażeni w pełny mundur z pałką, kajdankami oraz kluczami do cel. Sytuacja w więzieniu zaczyna wymykać się spod kontroli w momencie, kiedy w obu grupach wyłaniają się liderzy. Liderami stają się więzień numer 77 – Terek Fahd oraz strażnik Berus, pomiędzy którymi pojawia się napięcie. Głównym bohaterem opowieści jest właśnie więzień 77 – dziennikarz, który postanawia napisać reportaż o eksperymencie, a okulary nagrywające sytuację w więzieniu mają mu w tym pomóc. Aby nie ulec i nie podlegać naciskom grupy Terek utrzymuje, że to wszystko to tylko gra. Pozwala mu to zachować dystans do roli więźnia. Strażnik Berus, który początkowo nie był akceptowany przez swoją grupę wysuwa się na pierwszy plan, kiedy stanowczo zaczyna proponować coraz to drastyczniejsze rozwiązania. Berus z każdą chwilą staje się bardziej agresywny i dąży do jak największego poniżenia więźniów. Rywalizacja między Berusem a więźniem 77 staje się walką na śmierć i życie. Eksperyment wymyka się spod kontroli, kiedy zostają opanowani przez strażników również badacze koordynujący projektem. Więźniowie widząc psychopatyczne zachowania strażnika Berusa, postanawiają zorganizować podstępem ucieczkę z więzienia.

Oliver Hirshebiegel w filmie stawia uczestników eksperymentu w bardziej ekstremalnej sytuacji niż ta, która miała rzeczywiście miejsce. Dzięki temu eksperyment więzienny zyskuje wyrazistą siłę przekazu. Film jest o wiele bardziej brutalny i mocniejszy od tego, co miało miejsce w Standford. Ekranizacja uwypukla widzowi, kim może stać się człowiek, kiedy posiada władzę i jak może ją wykorzystać przeciwko drugiemu. Film „Eksperyment” pokazuje jak bezsilność, poniżanie drugiego człowieka może wywołać zmiany w psychice. Warto obejrzeć ten film ze względu na to, że to, co wydarzyło się podczas badań profesora Zimbardo dzieje się każdego dnia. Przemoc dotyka nas codziennie, tylko zamiast strażników i więźniów są inne grupy społeczne – w szkole, w pracy, na osiedlu. Zawsze znajdą się osoby słabe psychicznie i fizycznie oraz „zwyrodnialcy” chcący te słabości wykorzystać. Przez ukazane wydarzenia film po obejrzeniu skłania do refleksji. Bo nigdy nie wiadomo, w jakich warunkach przyjdzie nam żyć i jaką obierzemy wówczas rolę.

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “20 once again”

Zapraszamy na trzynastą recenzję – tym razem film! :)

„20 once again”, reż. Leste Chen (Tajwan, 2015)

„20 once again” to tajwańska produkcja z 2015 roku, stanowiąca remake południowokoreańskiego filmu Miss Granny (2014). Wyreżyserowany został przez młodego i mało znanego, lecz w oczach mediów obiecującego reżysera, Leste Chen’a. Jego krótkometrażowa twórczość została zauważona między innymi podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji w 2004 roku, gdzie jego film Uninhibited znalazł się wśród tytułów nominowanych do nagrody.

Film ten opowiada o na pozór przeciętnej chińskiej rodzinie z Tajwanu. Główną bohaterką historii jest siedemdziesięcioletnia wdowa, Shen Mengjun, która nie potrafiąc znaleźć sobie własnego miejsca wśród krewnych spędza czas z przyjaciółmi poza domem grając w mahjong’a, niczym typowi chińscy emeryci. Z ogromnym krytycyzmem odnosi się w stosunku do swojej synowej Yang Qin oraz wnuczki Xiang Xinran.  Przychylnym okiem natomiast patrzy na wnuka, Xiang Qianjing’a, aspirującego na lidera rock&rollowej kapeli muzycznej. Poniekąd spełnia on odrzucone przez jego babcię marzenie z młodości, która z racji rzeczywistości w jakiej przyszło jej żyć nie mogła zająć się swoją pasją, czyli muzyką oraz śpiewem. Jej syn z kolei, Xiang Guobin, to profesor renomowanego uniwersytetu. Jest niezwykle dumna z tego faktu, zwłaszcza że wychowywała go samotnie w trudnych czasach biedy oraz głodu. W wyniku pogarszającego się stanu zdrowia synowej, spowodowanego omdleniami a w ostateczności pobytu w szpitalu, rodzina rozmyśla nad podjęciem decyzji o umieszczeniu staruszki w domu opieki. Rozmowę tę słyszy Mengjun, która ogarnięta smutkiem sama postanawia opuścić dom. W okolicy, którą doskonale zna, zastaje nigdy nie zauważony zakład fotograficzny o tajemniczej nazwie „Studio Fotograficzne Młodości”. Decyduje się zajrzeć do niego i zrobić sobie zdjęcie, które w przyszłości chce wykorzystać jako fotografię pogrzebową. Nie przypuszcza jednak jak ta niewinna, wykonana spontanicznie fotografia może odmienić jej życie. Okazuje się, iż w cudowny sposób staje się dwudziestolatką. W momencie wyjścia ze studio rozpoczyna się nowy rozdział w życiu Mengjun, która od tej pory przybiera imię Meng Lijun. Jej zabawne i zaskakujące perypetie czynią z produkcji mieszankę komedii oraz dramatu, z dozą fantastyki.
Ukazana w niniejszym filmie rodzina przedstawia można by rzec typowo konfucjański model. Już od najdawniejszych czasów w kręgu kultury chińskiej obowiązywał wzorzec rodziny wielopokoleniowej, gdzie dziadkowie, rodzice oraz dzieci żyją pod wspólnym dachem. Hierarchia w tym przypadku jest bardzo dobrze widoczna. Głową rodziny oraz jej żywicielem jest syn seniorki, cieszący się sukcesem oraz wsparciem matki wykładowca akademicki. Jego żona to gospodyni domowa. Jednocześnie stanowi obiekt największej krytyki spadającej ze strony teściowej. Zgodnie w przypisaną przez konfucjanizm rolą kobiety jej zadaniem jest opieka nad rodziną, ogniskiem domowym, a w szczególności bezkrytyczne posłuszeństwo matce swego męża i przyjmowanie na siebie jej gniewu, bez okazywania jakiegokolwiek sprzeciwu. Ciążąca na niej presja powoduje upadek na zdrowiu. Tymczasem mąż bagatelizuje sposób w jaki jest ona przez staruszkę traktowana, sprawia wrażenie obojętnego na jej krzywdę. Dopiero moment trafienia Yang Qin do szpitala otwiera mężczyźnie oczy, podejmuje z dziećmi dyskusję o odesłaniu babci do domu opieki. Xinran całkowicie się z tym pomysłem zgadza, podczas gdy jej brat bliźniak sprzeciwia się tak drastycznemu krokowi. Fakt ten wynika z faworyzowania go przez bohaterkę. Dziewczyna jest traktowana nieco mniej rygorystycznie w porównaniu ze swoją matką, jednakże nadal stosunek babci do własnej wnuczki zdaje się zbyt oschły, w przeciwieństwie do chłopaka, który jako męski członek rodziny, przyszły dziedzic i głowa rodu oraz mający szansę na odniesienie w życiu sukcesu, cieszy się przychylnością emerytki, uchodzi za najcenniejszy skarb. Dodatkowo dla Qianjing’a jego babcia jest jedyną osobą w rodzinie, która wierzy w jego zdolności i wspiera go w zrealizowaniu jego planów i marzeń.

Rola staruszki względem tradycyjnego układu uległa pewnemu przekształceniu. O ile nadal pozostaje ona w podporządkowaniu jako żeński członek rodziny wobec osoby własnego syna, któremu według filozofii wielkiego myśliciela podlega po śmierci męża, to jednak szacunek jaki tradycja chińska przypisuje osobom starszym został wypaczony. Analogiczną tendencję bardzo wyraźnie zauważyć można także w dzisiejszym społeczeństwie chińskim, zarówno kontynentalnym jak i na Tajwanie. Fakt ten powiązać można z problemem, który od dłuższego czasu pojawia się wręcz w zasięgu ogólnoświatowym, a mianowicie starzeniem się populacji. W dużym zakresie jest to kwestia dręcząca społeczeństwa Dalekiego Wschodu, między innymi właśnie Tajwanu, Chińskiej Republiki Ludowej, a w jeszcze poważniejszej skali w Japonii. W przypadku Chin jest to znaczący wynik polityki jednego dziecka, wprowadzonej przez komunistów pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Z jednej strony idea ta ograniczyła szalejący wyż demograficzny, jednak z biegiem czasu skutkiem ubocznym tego przedsięwzięcia stał się dzisiejszy starzejący się naród. Brzemię utrzymania ogromnej liczby ludzi w wieku emerytalnym, które od ostatnich lat z coraz większą siłą ciąży na barkach reszty społeczeństwa, zwłaszcza warstw pracujących, niesie ze sobą poważne ekonomiczne implikacje. Sytuacja ta znajduje swoje jasne odzwierciedlenie w przepełnieniu tzw. domów spokojnej starości w Chinach. Trafiają tam nie tylko osoby pozbawione rodzin czy ubogie. Wielu z nich zostało po prostu porzuconych przez krewnych, dla których utrzymanie „zbędnego”, niezdolnego do pracy i niewnoszącego do domowego budżetu zarobku członka rodziny. Skrajnego przykładu dostarcza historia mężczyzny przytoczona przez mniszkę buddyjską Nengqing, przełożoną świątyni Ji Xiang (prowincja Fujian) prowadzącą na swym terenie przytułek dla staruszków, opublikowana na łamach magazynu BBC: „W tym regionie nie ma zbyt wiele rodzinnej lojalności [...]. Starzy ludzie naprawdę cierpią. W sąsiedniej wiosce był pewien staruszek mający ośmioro dzieci. Każdego ranka odwiedzał rodziny ich wszystkich, jednakże żadne z nich nigdy nie zaprosiło go do siebie na śniadanie. Wieś skontaktowała się z nami, ale było za późno. Popełnił już samobójstwo [1]”. O problemie opieki nad seniorami oraz ich akceptacji w kontekście filmu świadczy już początkowa scena omawianej produkcji, gdy Guobin prowadzi zajęcia pod tematem przewodnim „Niedocenianie osób starszych”. Na prośbę scharakteryzowania pokolenia staruszków z ust studentów nie pada ANI JEDNA pozytywna opinia.

Wobec powyższego „20 once again” to historia o wyobcowaniu. Doświadcza go główna bohaterka i dotyczy ono zarówno jej życia w „realnym” wieku, jako Mengjun, ale także w momencie, gdy staje się dwudziestoletnią Lijun. Musi ona poradzić sobie z sytuacją w jakiej się znalazła, nauczyć się żyć w „nowej skórze”. Dostarcza to wielu wywołujących uśmiech na ustach sytuacji, ponieważ w dalszym ciągu przez kobietę przemawiają jej „starcza” mentalność, zachowania oraz przyzwyczajenia. Moim zdaniem zaprezentowany film to także piękna lekcja akceptacji niedoskonałości, ale i szacunku do drugiej osoby. Lekcja patrzenia nie tylko i wyłącznie na czyjeś wady, traktowanie jako ciężaru, a próby doszukania się w tej osobie zalet i przedłożeniu ich ponad negatywne przywary.

[1] Celia Hatton, Who will take care of China’s elderly people?, BBC News,http://www.bbc.com/news/magazine-35155548, data dostępu: 12.12.16

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “W drodze”

Recenzje, odcinek dwunasty! :)
Tym razem oprócz tekstu recenzji, Autor podaje także obszerną ilość źródeł z których korzystał, a które mogą stać się i dla Was ciekawą inspiracją! :) A zatem…

Książka: Jack Kerouac, “W drodze”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993.

Mityczne lata 50 to czas rozwoju kultury masowej oraz zorientowania świata na kontynent za „wielką wodą”. Złote lata amerykańskiej prosperity były odezwą po długim okresie kryzysu, konserwatyzmu i purytańskich idei. Cukierkową rzeczywistością Ameryki nie każdy chciał delektować się. Stąd też połowa XX wieku jest obfita w teksty, które wypowiadały wojnę konformizmowi. Depresyjny i pełny tajemniczego bólu „Szklany klosz” Sylvii Plath, czy sztandarowe w dziedzinie Beat Generation „W drodze” Jacka Kerouca.

Mówiąc o autorze „W drodze” nie sposób nie wspomnieć o nurcie do, którego przypisywane są jego dzieła. Beat Generation jest formacją kulturową oraz awangardowym ruchem literackim, propagującym przede wszystkim idee anarchistycznego indywidualizmu oraz nonkonformizmu przejawiające się głównie w swobodzie twórczej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Beat_Generation, 15.01.2017). Ruch bitników zaczął kształtować się w połowie lat 40., w Nowym Jorku. Tworzyli go przede wszystkim, autor opisywanej pozycji Jack Kerouac, Allen Ginsberg, Neal Cassady i William Seward Burroughs. Charakterystyczne dla artystów ruchu jest to, że Bitnicy zaczęli konsekwentnie podchodzić do kwestii poznania, zainicjowano eksplorację mistycznych ścieżek rodem z kultur Wschodu, gdzie głównie interesowano się nurtem Zen, taoizmem, czy tantrą (https://magivanga.wordpress.com/2012/04/09/beat-generation, 15.01.2017). Wyrwali się również z pułapki dualizmu kulturowego, dzielącego na dobro i zło. Wobec tego propagowali wolność totalną.

W drodze” to najważniejsza pozycja w dorobku Jacka Kerouaca. Jest traktowana w kategoriach prozy autobiograficznej. Wszystkie postacie występujące w powieści były realne. Główny bohater Sal Paradise to autor powieści, a kompan w szaleńczej podróży po Ameryce, ukrywający się pod fikcyjnym nazwiskiem Moriarty, to wcześniej wspomniany Neal Cassady.

Sal jest młodym pisarzem mieszkającym wraz z ciotką. Po odbytej służbie wojskowej, jego życia staje się ustabilizowane, szablonowe jak u rówieśników. Dopiero, gdy zaprzyjaźnia się z Deanem Moriartym wszystko się zmienia. Rozczarowani powojenną Ameryką, pyszną swego sukcesu, a nieświadomą własnych przywar, jak brak tolerancji i rasizm, Sal i Dean porzucają doczesne życie. Podróżują w przeróżny sposób, przemierzają kontynent, doświadczają uniesień seksualnych (zarówno hetero, jak i homoseksualnych), bratają się z Murzynami i Meksykanami, łamią prawo, słuchają jazzu, rozmawiają o życiu, a wszystko to wspomagane jest środkami pobudzającymi i dokładnie opisywane przez bohatera. Wszystko to ma na celu znalezienie sensu. Poszukują spełnienia w idei bycia w drodze dosłownie, jak i metaforycznie (http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=628402, 15.01.2017).

„W drodze” jest książką – chaosem. Tekstem zupełnie oderwanym od tradycyjnej formy. Książka płynie, jej język jest prosty, ale równocześnie delikatny, czasem sentymentalny i poetycki, obdarzony nutą melancholii. Pomimo łatwego w odbiorze języka, tekst przypomina jazzową improwizację – muzykę, która towarzyszyła Kerouacowi. Czytając książkę, niekiedy ma się wrażenie, że jest nieprawdopodobnie długa i nużąca, aby po chwili znowu nas wciągnęła. Wydaje się, jakby autor celowo sprawił, że książka ma wrażenie pozbawionej chronologii. Wszakże nie może być inaczej, bowiem meritum lektury jest droga, która w tym wypadku staje się metaforą życia. Droga, która nie jest jednostajna, ma różny charakter i czasem ciężko zapanować nad jej kierunkiem. Jednak w odróżnieniu od prawdziwego życia, książka wydaje się nie zatrzymywać, trwa i urywa się bez konkretnego zakończenia.

Droga jest alegorią życia. U bohaterów Kerouaca jest drogą bez celu w świecie, gdzie panuje jedynie zgnilizna kultury. Autor pisze „Czyż nie jest tak, że człowiek zaczyna życie jako urocze dziecko, które wierzy święcie we wszystko pod dachem swojego ojca? A potem nastaje dzień laodycejski, kiedy dowiadujesz się, że jesteś marny, nieszczęśliwy, biedny, ślepy, nagi, i z tą wizją upiornego, udręczonego ducha idziesz drżąc cały przez koszmarne życie” (Kerouac J., 1993, s. 129). W przedstawionym cytacie tkwi ponadczasowość książki. Jej przesłanie jest jasne i uniwersalne. Droga jest życiem, a im bardziej jesteśmy świadomi otaczającego nas świata, tym bardziej jesteśmy nieszczęśliwi.
„W drodze” autorstwa Jacka Kerouaca jest powieścią lekką, lecz specyficzną, współcześnie głównie trafiającą w gusta czytelników zainteresowanych Beat Generation. Niemniej warto zapoznać się z lekturą w powiązaniu z takimi zjawiskami, jak amerykanizacja, rozwój kultury masowej czy kontrkultura. „W drodze” stało się inspiracją dla wielu artystów, między innymi dla Jima Morrisona, czy Huntera S. Thomsona.

Bibliografia

Literatura:
Kerouac J., W drodze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993.

Źródła internetowe:
Adelajda A., W drodze – Jack Kerouac, Miejsce publikacji: Setna Strona – blog literacki, Data dostępu: 15.01.2017, http://setna-strona.blogspot.com/…/w-drodze-jack-kerouac.ht….

Beb C., Beat Generation (Bitnicy), Miejsce publikacji: MAGIVANGA – magazyn kultury niepokornej!, Data dostępu: 15.01.2017, https://magivanga.wordpress.com/2012/04/09/beat-generation/.

Beb C., Wyprawy życia na kraniec widnokręgu lub o pasji życia Beat Generation, Miejsce publikacji: MAGIVANGA – magazyn kultury niepokornej!, Data dostępu: 15.01.2017, https://magivanga.wordpress.com/…/wyprawy-na-kraniec-widno…/.

Beat Generation, Miejsce dostępu: Wikipedia, wolna encyklopedia, Data dostępu: 15.01.2017, https://pl.wikipedia.org/wiki/Beat_Generation.

Mansrangelo, W drodze, Miejsce dostępu: BibilioNETka – serwis polecający książki, Data dostępu: 15.01.2017,http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=628402.

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “1040″

Recenzje, odcinek jedenasty! :) Zapraszamy na film! :)

„1040”, reż. Evan Jackson Leong, Stany Zjednoczone, 2010

„1040” jest dokumentem z 2010 roku na temat wzrostu popularności chrześcijaństwa w zmieniającej się Azji. Tytuł filmu „1040” odnosi się do „okna” między 10, a 40 równoleżnikiem, na półkuli północnej. Narratorem całej historii jest Jaeson Ma, amerykański producent, muzyk, ale też misjonarz. W swojej wyprawie wyruszył do krajów Azji Środkowo-Wschodniej, takich jak Chiny, Korea Południowa, Hongkong, Tajwan, Singapur czy Indonezja. Odbył tam liczne rozmowy z przewodniczącymi organizacji oraz kościołów, artystami, celebrytami, wyznawcami różnych religii, między innymi: członkiem Children’s Hope International, Seanem Ro, Mc Jinem, dyrektorem International Orality Network, założycielem tajwańskiej chrześcijańskiej telewizji, Vannessem Wu, Elim Chew, pastorem Philipem Mantofa. Swoim materiałem pokazuje, iż niesienie religii to nie tylko głoszenie wiary, ale także dostarczanie pomocy. Taki dobór rozmówców wydaje się być dobrym sposobem na przyciągniecie większej publiki oraz reklamę dla dokumentu. Istnieje także duża szansa, że fani występujących w nim aktorów czy muzyków sięgną po niego nawet z czystej ciekawości.

 Ewangelizacja to tylko jeden ze sposobów, na rozprzestrzenianie nauk Jezusa Chrystusa. Jaeson Ma wskazuje, iż bardzo ważnym działaniem jest działalność charytatywna, zwłaszcza w strefach zmilitaryzowanych, we Wschodniej Azji oraz biedniejszych rejonach poszczególnych krajów. Tym co łączy rozmówców narratora, którzy opowiadali o swoich początkach z wiarą jest to, że Bóg wystawiał ich na próby. W przypadku Mc Jina, musiał zostawić swoją karierę, w otoczeniu Vannessa Wu, po złożeniu ślubów czystości, zaczęło pojawiać się wiele atrakcyjnych kobiet, Philip Mantofa swój wyjazd do Indonezji zawierzył otrzymanemu przez Boga znaku – spokoju w sercu, a osoby, które zostały zabite w Afganistanie, chciały stracić życie za wiarę. Różnorodność świadectw dowodzi jak wiele wymiarów i oblicz może mieć wiara w Boga.
Jaeson Ma w swoim dokumencie pokazuje zarówno szczęśliwe, jak i smutne oblicza chrześcijaństwa w różnorodnej i bogatej kulturowo Azji. Chociaż jest to stosunkowo nowa religia w tamtych rejonach, można odnieść wrażenie, że pozytywna energia jej wyznawców będzie pociągać za sobą kolejne grupy ludzi, którzy poszukują wspólnoty, zrozumienia, uleczenia psychicznego i fizycznego. Uważam, iż jest to film wyjątkowy – po wielu latach interesowania się Azją Wschodnią musze przyznać, iż nieczęsto natrafiałam na znaki chrześcijaństwa w tamtych rejonach. Nawet jeśli pojawiały się osoby duchowne, ich rolą było udzielanie sakramentów, a zakony były pokazywane jako miejsce ucieczki ku spokojowi. Tymczasem dokument ukazuje wspólnotę od środka i przez perspektywę ludzkich przeżyć, dzięki czemu jego odbiór jest łatwiejszy.

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “Archipelag znikających wysp”

Witajcie! Zapraszamy do lektury dziesiątej w cyklu recenzji :) Tym razem przedstawiamy książkę…

„Archipelag znikających wysp”, Piotr Śmieszek i Sergiusz Prokurat, Wydawnictwo Helion, 2015

Książka autorstwa Sergiusza Prokurata i Piotra Śmieszka to właściwie pierwsza w naszym kraju, popularnonaukowa pozycja o współczesnej Indonezji, która ukazała się na rodzimym rynku wydawniczym w ostatnich latach. Tytuł książki odnosi się do nieodwracalnych przemian społeczno-kulturowych jakie zachodzą w tym wyspiarskim kraju. Autorzy zastanawiają się nad tym, że być może już za kilka lub kilkanaście lat, w wyniku przemian związanych z globalizacją, Indonezja taka jaką jeszcze dzisiaj możemy oglądać i poznawać, właściwie przestanie istnieć.

Można odnieść wrażenie, że sama treść książki została uporządkowana w nieco chaotyczny sposób. Wydaje mi się jednak, że mogło być to celowe działanie jej autorów. Sposób ułożenia rozdziałów może być bowiem analogią do ogromnego zróżnicowania etnicznego tego kraju i jego wielobarwności.

Kiedy w 1945 r. pod przywództwem prezydenta Sukarno Indonezja ogłosiła niepodległość, tysiące wysp i setki grup etnicznych połączono w jedno państwo. Wystarczy wspomnieć, że odległość między wysuniętą najbardziej na zachód prowincją Aceh, a położoną na wschodnim krańcu prowincją Papua Zachodnia odpowiada mniej więcej odległości z Lizbony do Moskwy. Obecnie w skład Indonezji wchodzi ponad 17 000 wysp, a mieszkający na niej ludzie posługują się w sumie ponad 300 różnymi językami. Dlatego podróżując z jednej wyspy na sąsiednią, często wkraczamy w zupełnie odmienne światy. Taka sytuacja ma miejsce np. podczas podróży z Jawy na Bali. Na pierwszej z wysp dominuje kultura jawajska, a ponad 90% mieszkańców wyznaje islam. Wystarczy jednak przenieść się (a właściwie przepłynąć) na leżącą kilkanaście kilometrów dalej na wschód wyspę Bali, żeby przenieść się do świata „wyspy tysiąca świątyń”, na której spotkamy dumnych ze swojej kultury Balijczyków, z których większość to wyznawcy miejscowej odmiany hinduizmu.

Autorzy poruszają bardzo różne kwestie i zagadnienia związane ze współczesną Indonezją. Miejscami mają one charakter etnograficzny, przedstawiając bardziej szczegółowo wybrane grupy etniczne np. Mentawai czy Toradżan. Pojawiają się również liczne wątki historyczne, które pomagają zrozumieć obecną sytuację w tym wyspiarskim kraju.

Z drugiej strony autorzy podnoszą też szereg współczesnych problemów politycznych i społecznych, które dotykają Indonezję. Mam na myśli dość obszerne rozdziały lub ich fragmenty, które traktują o takich problemach jak korupcja, nietolerancja etniczna i religijna, katastrofy naturalne, problemy ekologiczne czy wreszcie rozwój turystyki.

To co nie do końca spodobało mi się w tej książce to określenie wyspy Bali jako „najbardziej przereklamowanej wyspy świata”. Tym stwierdzeniem autorzy wpisali się w modny ostatnio trend krytykujący wyspę Bali (który można zaobserwować min. na blogach i forach podróżniczych). I chociaż przyznam im rację co do tego, że obraz przedstawiany w mediach czy biurach turystycznych jest odmienny od tego co można zastać na wyspie, to należy jednak pamiętać o tym, że Bali jest od kilkudziesięciu lat najbardziej obleganym przez turystów miejscem w Indonezji, a prawie 80% turystów odwiedzających ten kraj, przyjeżdża jedynie na tę wyspę i nigdy z niej nie wyjeżdża podczas swojego pobytu. Nie ulega wątpliwości, że w wyniku rozwoju turystyki wyspa bardzo się zmieniła, np. poprzez rozbudowę infrastruktury na potrzeby turystów. Jednak w mojej ocenie jest ona nadal jednym z najpiękniejszych i najbardziej fascynujących zakątków Indonezji. Wystarczy bowiem oddalić się nieco od turystycznych centrów takich jak Kuta czy Ubud. Uważam, że od autorów, którzy przecież mieszkają lub mieszkali w Indonezji jakiś czas, należy wymagać bardziej rozsądnej perspektywy spoglądania na ten problem. Nie powinni oni powielać opinii sfrustrowanych turystów, którzy zdawali się oczekiwać, że Bali będzie ich osobistym, egzotycznym rajem, tak jak usiłują to przedstawić broszury biur podróży.

Uważam, że książka „Archipelag znikających wysp” w pewnym stopniu może zostać uznana ( a już na pewno bywa w ten sposób wykorzystywana) za przewodnik dla turystów i podróżników. Autorzy ukazali w swojej książce „migawki” z różnych części Indonezji, starając się w ten sposób nakreślić jej ogólny wizerunek. Dla osoby która zamierza odwiedzić ten kraj, przedstawione informacje mogą okazać się bardzo pomocne. Jest tak ponieważ, po pierwsze jest ona źródłem wielu praktycznych informacji na temat najważniejszych obiektów turystycznych Indonezji. Po drugie, autorzy mieszkali lub nadal mieszkają w tym kraju, przez co byli w stanie przekazać czytelnikowi szereg niezwykle przydatnych, i sprawdzonych w praktyce rad i wskazówek dotyczących podróżowania i życia w tym niezwykłym kraju. Sam mieszkam w Indonezji już od ponad roku i muszę przyznać, że autorom udało się w zaskakująco trafny sposób uchwycić i podsumować szereg różnic kulturowych, często wręcz absurdalnych, które na co dzień spotkać można w Indonezji.

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “Dziennika Mistrza i Małgorzaty”

Halo, halo – recenzje, odcinek ósmy! :)

„Dziennik Mistrza i Małgorzaty”, Michaił i Jelena Bułhakowowie, Wydawnictwo Muza, 2013.

Zapewne trudno będzie znaleźć kogoś, kto nie czytał (choćby fragmentów) „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowowa. Opowieść o perypetiach tytułowych bohaterów, dziejąca się w Moskwie lat 30 XX wieku intryguje, wciąga, czasami nawet przeraża. Pokazuje bowiem nie tylko historie indywidualne, ale także obraz problemów targających ówczesny Związek Radziecki. Zarówno grupa Wolanda: Asasello, Behemot, Hella i Korowiow, jak i Mistrz i Małgorzata to postacie wielobarwne i nietuzinkowe, obrazujące szereg ludzkich słabości i słabości panującego wówczas systemu politycznego. „Rękopisy nie płoną”, „Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk!” czy „–To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(…) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus” to chyba jedne z najbardziej znanych cytatów z tego dzieła.
Ale – jak wskazuje tytuł – recenzja nie dotyczy „Mistrza i Małgorzaty”, lecz zupełnie innej książki. „Dziennik Mistrza i Małgorzaty” to wspólne dzieło autorstwa Michaiła i Jeleny Bułhakowów. I nie jest to na pewno zwykła autobiografia. To zapis wspomnień i listów tego małżeństwa, stanowiący dokumentację życia wybitnego artysty, jakim był Michaił. Na szczególną uwagę zasługuje wyłaniający się z niego obraz tragicznych losów, spowodowany panującym wówczas totalitaryzmem.

Dziennik podzielony jest na dwie części. Z pierwszej z nich dowiadujemy się od Michaiła o jego początkach życia w Moskwie. Nie jest to jednak jedynie ogólny opis. Dzięki dbałości o szczegóły, wyłania się z niego obraz ówczesnej Moskwy: autor pisze niemalże reportażowo. Zdaje relację z ciągle rosnących cen, zmieniającym się przebiegu tras tramwajowych, wahaniach w kursach walut. Mimo biedy, Michaił stara się zaaklimatyzować w nowej, wielkomiejskiej rzeczywistości.

Część druga, autorstwa Jeleny, to zbiór zapisków, notatek i dziennika, które prowadziła już od 1933 roku, aż do śmierci męża. Wiele z nich jej dyktował, część tworzyła sama – wszystko z ogromną pieczołowitością i skrupulatnością. Należy podkreślić, że sporządzanie rękopisów i notatek było w radzieckiej rzeczywistości bardzo niebezpieczne, zresztą pierwotnie miały one nigdy nie ujrzeć światła dziennego, a na pewno nie w druku. Oboje jednakże podjęli ryzyko sporządzenia ich, by przekazać historię rzeczywistości, w jakiej przyszło im żyć.
W mojej opinii lektura książki pozwala zarówno przyjrzeć się życiu Moskwy w pierwszej połowie XX wieku, jak i zbliżyć się do życia Bułhakowów. Ponadto, przez ich pryzmat możemy także przekonać się o trudnościach (chociażby cenzura), jakie mieli wówczas artyści. Co ważne, nie jest to jednak tylko zapis tragicznych losów twórcy, ale także przede wszystkim historia wielkiej miłości Michaiła i Jeleny. Miłości, która nie jest nam podana w tradycyjny, schematyczny sposób, ale którą musimy układać sami, szukając szczegółów na kartach książki.
Polecam nie tylko wielbicielom „Mistrza i Małgorzaty”.

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Recenzja – “Tove Jansson. Mama Muminków”

Dobry wieczór! Recenzje, odcinek siódmy! :)

„Tove Jansson. Mama Muminków” – Boel Westin (Wydawnictwo Marginesy, 2012)

Książka o pisarce, którą znają chyba wszyscy. Tove Jansson nie trzeba przecież nikomu przedstawiać – to autorka opowieści o Muminkach – dla wielu ulubionej bajki i dobranocki, nie tylko z czasów dzieciństwa.
Boel Westin przeprowadza czytelnika przez życie Tove w niezwykle ciekawy sposób. Próbuje bowiem pokazać ją nie tylko jako tytułową „Mamę Muminków”, ale również jako rysowniczkę, malarkę, autorkę opowiadań, kobietę twórczą, wrażliwą i niebanalną.
Dla fanów Muminka to prawdziwa gratka. Pokazuje kulisy powstawania opowieści, tłumaczy genezę, pierwowzory, wygląd i cechy charakterystyczne niemal każdej postaci i przede wszystkim uzmysławia, że „Muminki” to nie do końca książka dla dzieci…

15541609_1200084136737197_3885788702163500887_n

Jednakże to biografia nie tylko dla wielbicieli przygód Muminka. Proponuję, aby przeczytał ją każdy, kto chce przeżyć niesamowitą przygodę i poznać życie Tove, toczące się w tak niebanalny sposób. Życie które nie może być sprowadzane jedynie do tworzenia Doliny Muminków… Co jeszcze robiła Tove? Tego dowiecie się już z książki…
Boel Westin opiera się nie tylko na wycinkach prasowych i informacjach oficjalnych z życia artystki, ale także na rozmowach z jej przyjaciółmi. Wiele czerpie z pamiętników, zapisków i notatek samej Tove.
Należy podkreślić także ogromną estetykę wydania. Książka wzbogacona jest o zdjęcia archiwalne (począwszy od dzieciństwa Tove), pierwsze szkice i obrazy autorstwa tytułowej bohaterki a nawet fotografie jej rękopisów. To zatem także prawdziwa uczta dla lubiących barwne rysunki, czarno-białe szkice i stare fotografie. Jest ich tak wiele, że czasami nie sposób oderwać się od podziwiania i oglądania, by znów wrócić do pasjonującej treści. Idealna na długie zimowe wieczory. Zaparzcie duży kubek gorącej herbaty i dajcie się zaprosić do świata Tove!

15590082_1200084280070516_1269274321845492924_n 15541410_1200084336737177_1291751681040321905_n

(fot. nadesłane przez Autora recenzji)

Opublikowano KNSE | Skomentuj

Szlachetna Paczka VI – Podsumowanie

Szanowni Państwo,

w  weekend odbył się finał akcji Szlachetna Paczka. W tym roku zbieraliśmy dary dla Pani Katarzyny, mamy Wiktorii i Pauliny.

Dzięki Państwa zaangażowaniu zebraliśmy 11 kartonów potrzebnych rodzinie rzeczy (m.in. żywność, kosmetyki, ubrania, książki, zabawki, a nawet rower). Udało nam się również zebrać odpowiednią kwotę na zakup odkurzacza.

Ponadto spełniliśmy marzenie Wiktorii, która będzie mogła skorzystać z profesjonalnych lekcji tańca. Natomiast Pani Katarzyna otrzymała propozycję konsultacji w sprawie podniesienia swoich kwalifikacji.

Chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim, którzy włączyli się w tą niezwykłą akcję – Kadrze Naukowej WNH i KEiAK UMK oraz Studentom.

Szczególnie dziękujmy Pani Małgorzacie Gimińskiej za nieocenioną pomoc w organizacji przedsięwzięcia.

Rodzina jest bardzo szczęśliwa i wzruszona.
Pani Katarzyna z córkami serdecznie dziękuje za zaangażowanie w pomoc oraz śle najserdeczniejsze życzenia w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia.

Z pozdrowieniami,

Natalia Damrat
Koordynator projektu Szlachetna Paczka od Etnologów VI

IMG_7231

IMG_7222 IMG_7202IMG_7225

(fot. Natalia Damrat)

Opublikowano KNSE | Skomentuj

ETNOKOLĘDOWANIE 2016

Szanowni Państwo, Drodzy Studenci,

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia.
Kontynuując tradycję Koło Naukowe Studentów i Doktorantów Etnologii i Antropologii Kulturowej organizuje spotkanie poświęcone wspólnemu kolędowaniu.

W związku z tym, serdecznie zapraszamy wszystkich pracowników naukowych Katedry oraz studentów na spotkanie, które odbędzie się 19 grudnia o godzinie 18:00 w holu Collegium Humanisticum.

W ramach spotkania prosimy, aby każdy rok przygotował minimum 3 mało znane kolędy bądź pastorałki.

Prosimy również przygotować większą ilość egzemplarzy wybranych propozycji dla pozostałych uczestników.

Pierniczki oraz inne słodkie pomysły są mile widziane. :)

Serdecznie zapraszamy!

Natalia Damrat

Prezes KNSiD EiAK

Opublikowano KNSE | Skomentuj