Recenzja – “20 once again”

Zapraszamy na trzynastą recenzję – tym razem film! :)

„20 once again”, reż. Leste Chen (Tajwan, 2015)

„20 once again” to tajwańska produkcja z 2015 roku, stanowiąca remake południowokoreańskiego filmu Miss Granny (2014). Wyreżyserowany został przez młodego i mało znanego, lecz w oczach mediów obiecującego reżysera, Leste Chen’a. Jego krótkometrażowa twórczość została zauważona między innymi podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji w 2004 roku, gdzie jego film Uninhibited znalazł się wśród tytułów nominowanych do nagrody.

Film ten opowiada o na pozór przeciętnej chińskiej rodzinie z Tajwanu. Główną bohaterką historii jest siedemdziesięcioletnia wdowa, Shen Mengjun, która nie potrafiąc znaleźć sobie własnego miejsca wśród krewnych spędza czas z przyjaciółmi poza domem grając w mahjong’a, niczym typowi chińscy emeryci. Z ogromnym krytycyzmem odnosi się w stosunku do swojej synowej Yang Qin oraz wnuczki Xiang Xinran.  Przychylnym okiem natomiast patrzy na wnuka, Xiang Qianjing’a, aspirującego na lidera rock&rollowej kapeli muzycznej. Poniekąd spełnia on odrzucone przez jego babcię marzenie z młodości, która z racji rzeczywistości w jakiej przyszło jej żyć nie mogła zająć się swoją pasją, czyli muzyką oraz śpiewem. Jej syn z kolei, Xiang Guobin, to profesor renomowanego uniwersytetu. Jest niezwykle dumna z tego faktu, zwłaszcza że wychowywała go samotnie w trudnych czasach biedy oraz głodu. W wyniku pogarszającego się stanu zdrowia synowej, spowodowanego omdleniami a w ostateczności pobytu w szpitalu, rodzina rozmyśla nad podjęciem decyzji o umieszczeniu staruszki w domu opieki. Rozmowę tę słyszy Mengjun, która ogarnięta smutkiem sama postanawia opuścić dom. W okolicy, którą doskonale zna, zastaje nigdy nie zauważony zakład fotograficzny o tajemniczej nazwie „Studio Fotograficzne Młodości”. Decyduje się zajrzeć do niego i zrobić sobie zdjęcie, które w przyszłości chce wykorzystać jako fotografię pogrzebową. Nie przypuszcza jednak jak ta niewinna, wykonana spontanicznie fotografia może odmienić jej życie. Okazuje się, iż w cudowny sposób staje się dwudziestolatką. W momencie wyjścia ze studio rozpoczyna się nowy rozdział w życiu Mengjun, która od tej pory przybiera imię Meng Lijun. Jej zabawne i zaskakujące perypetie czynią z produkcji mieszankę komedii oraz dramatu, z dozą fantastyki.
Ukazana w niniejszym filmie rodzina przedstawia można by rzec typowo konfucjański model. Już od najdawniejszych czasów w kręgu kultury chińskiej obowiązywał wzorzec rodziny wielopokoleniowej, gdzie dziadkowie, rodzice oraz dzieci żyją pod wspólnym dachem. Hierarchia w tym przypadku jest bardzo dobrze widoczna. Głową rodziny oraz jej żywicielem jest syn seniorki, cieszący się sukcesem oraz wsparciem matki wykładowca akademicki. Jego żona to gospodyni domowa. Jednocześnie stanowi obiekt największej krytyki spadającej ze strony teściowej. Zgodnie w przypisaną przez konfucjanizm rolą kobiety jej zadaniem jest opieka nad rodziną, ogniskiem domowym, a w szczególności bezkrytyczne posłuszeństwo matce swego męża i przyjmowanie na siebie jej gniewu, bez okazywania jakiegokolwiek sprzeciwu. Ciążąca na niej presja powoduje upadek na zdrowiu. Tymczasem mąż bagatelizuje sposób w jaki jest ona przez staruszkę traktowana, sprawia wrażenie obojętnego na jej krzywdę. Dopiero moment trafienia Yang Qin do szpitala otwiera mężczyźnie oczy, podejmuje z dziećmi dyskusję o odesłaniu babci do domu opieki. Xinran całkowicie się z tym pomysłem zgadza, podczas gdy jej brat bliźniak sprzeciwia się tak drastycznemu krokowi. Fakt ten wynika z faworyzowania go przez bohaterkę. Dziewczyna jest traktowana nieco mniej rygorystycznie w porównaniu ze swoją matką, jednakże nadal stosunek babci do własnej wnuczki zdaje się zbyt oschły, w przeciwieństwie do chłopaka, który jako męski członek rodziny, przyszły dziedzic i głowa rodu oraz mający szansę na odniesienie w życiu sukcesu, cieszy się przychylnością emerytki, uchodzi za najcenniejszy skarb. Dodatkowo dla Qianjing’a jego babcia jest jedyną osobą w rodzinie, która wierzy w jego zdolności i wspiera go w zrealizowaniu jego planów i marzeń.

Rola staruszki względem tradycyjnego układu uległa pewnemu przekształceniu. O ile nadal pozostaje ona w podporządkowaniu jako żeński członek rodziny wobec osoby własnego syna, któremu według filozofii wielkiego myśliciela podlega po śmierci męża, to jednak szacunek jaki tradycja chińska przypisuje osobom starszym został wypaczony. Analogiczną tendencję bardzo wyraźnie zauważyć można także w dzisiejszym społeczeństwie chińskim, zarówno kontynentalnym jak i na Tajwanie. Fakt ten powiązać można z problemem, który od dłuższego czasu pojawia się wręcz w zasięgu ogólnoświatowym, a mianowicie starzeniem się populacji. W dużym zakresie jest to kwestia dręcząca społeczeństwa Dalekiego Wschodu, między innymi właśnie Tajwanu, Chińskiej Republiki Ludowej, a w jeszcze poważniejszej skali w Japonii. W przypadku Chin jest to znaczący wynik polityki jednego dziecka, wprowadzonej przez komunistów pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Z jednej strony idea ta ograniczyła szalejący wyż demograficzny, jednak z biegiem czasu skutkiem ubocznym tego przedsięwzięcia stał się dzisiejszy starzejący się naród. Brzemię utrzymania ogromnej liczby ludzi w wieku emerytalnym, które od ostatnich lat z coraz większą siłą ciąży na barkach reszty społeczeństwa, zwłaszcza warstw pracujących, niesie ze sobą poważne ekonomiczne implikacje. Sytuacja ta znajduje swoje jasne odzwierciedlenie w przepełnieniu tzw. domów spokojnej starości w Chinach. Trafiają tam nie tylko osoby pozbawione rodzin czy ubogie. Wielu z nich zostało po prostu porzuconych przez krewnych, dla których utrzymanie „zbędnego”, niezdolnego do pracy i niewnoszącego do domowego budżetu zarobku członka rodziny. Skrajnego przykładu dostarcza historia mężczyzny przytoczona przez mniszkę buddyjską Nengqing, przełożoną świątyni Ji Xiang (prowincja Fujian) prowadzącą na swym terenie przytułek dla staruszków, opublikowana na łamach magazynu BBC: „W tym regionie nie ma zbyt wiele rodzinnej lojalności [...]. Starzy ludzie naprawdę cierpią. W sąsiedniej wiosce był pewien staruszek mający ośmioro dzieci. Każdego ranka odwiedzał rodziny ich wszystkich, jednakże żadne z nich nigdy nie zaprosiło go do siebie na śniadanie. Wieś skontaktowała się z nami, ale było za późno. Popełnił już samobójstwo [1]”. O problemie opieki nad seniorami oraz ich akceptacji w kontekście filmu świadczy już początkowa scena omawianej produkcji, gdy Guobin prowadzi zajęcia pod tematem przewodnim „Niedocenianie osób starszych”. Na prośbę scharakteryzowania pokolenia staruszków z ust studentów nie pada ANI JEDNA pozytywna opinia.

Wobec powyższego „20 once again” to historia o wyobcowaniu. Doświadcza go główna bohaterka i dotyczy ono zarówno jej życia w „realnym” wieku, jako Mengjun, ale także w momencie, gdy staje się dwudziestoletnią Lijun. Musi ona poradzić sobie z sytuacją w jakiej się znalazła, nauczyć się żyć w „nowej skórze”. Dostarcza to wielu wywołujących uśmiech na ustach sytuacji, ponieważ w dalszym ciągu przez kobietę przemawiają jej „starcza” mentalność, zachowania oraz przyzwyczajenia. Moim zdaniem zaprezentowany film to także piękna lekcja akceptacji niedoskonałości, ale i szacunku do drugiej osoby. Lekcja patrzenia nie tylko i wyłącznie na czyjeś wady, traktowanie jako ciężaru, a próby doszukania się w tej osobie zalet i przedłożeniu ich ponad negatywne przywary.

[1] Celia Hatton, Who will take care of China’s elderly people?, BBC News,http://www.bbc.com/news/magazine-35155548, data dostępu: 12.12.16

Ten wpis został opublikowany w kategorii KNSE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>